Wypoczywał i rozmyślał. Ze sprzedaży winczestera uzyskał sporą sumkę, ale równocześnie niemało wydal na ubranie i buty. Dziesięć dolarów zostawił w banku jako miesięczną opłatę za przechowanie woreczka, pięć dał fryzjerowi. Nie podnosząc się począł grzebać w kieszeniach spodni. Wyciągnął garść monet, policzył. Dwadzieścia dwa dolary i siedemdziesiąt pięć centów. Więcej niż posiadał wjeżdżając w opłotki Goodyear, jednak również niewiele. Do tego — dwie grudki złota, bo jedną dał Harperowi. Jak długo można żyć za taką sumę? Westchnął, lecz natychmiast wrodzony optymizm wziął górę. Na pewno znajdzie jakąś robotę, choćby tymczasową. „Jutro pójdę do szeryfa" — zdecydował w myślach. Może będzie jakiś list gończy? Ba, lecz wyjeżdżając w pościg trzeba najpierw uregulować rachunki w „Lucky Saloon". Za dwa dni pobytu chyba wystarczy pieniędzy? A jeśli listu gończego nie będzie? I czy nie wzbudzi podejrzeń, że eksplorer z workiem złota angażuje się na łapacza? Byle nie wpaść w jakąś kabałę — zaniepokoił się.