No i woreczek. Uznał, że przez dwa tygodnie nikt. ani piśnie o uregulowaniu rachunku. Tak więc pierwszy etap ryzykownego planu miał poza sobą. Nie musi teraz sprzedawać konia, bez którego straciłby swobodę ruchu. Lecz co dalej? Nie groziła mu ani śmierć 7, głodu, ani nocleg pod gołym niebem. Lecz co dalej? Usiadł, zdjął kurtkę i kamizelkę. Obejrzał je krytycznym wzrokiem. Jakże nędznie wyglądała ta odzież. Dziury od iskier iluż ognisk! Dziury od ostrych krawędzi skał. Tłuste plamy, oczywiście od boczku smażonego na patyku. Popiół drzewny i kurz wbiły się tak głęboko w materiał, że nie usunęłoby ich nawet najenergiczniejsze pranie. Pokiwał smętnie głową nad rozdartym rękawem koszuli, nad nogawkami spodni wyglądającymi jeszcze gorzej niż kurtka, nad rozklapanymi buciorami, w których obcasy zostały tak starte, że i śladu po nich nie było widać. — Wyglądam jak obdartus — szepnął do siebie z goryczą. Nie mylił się. Wolno przybyć do Goodyear w tak pożałowania godnym stroju. Wiadomo, eksplorer nie wraca z wyprawy.