Przed jednym sterczał siwowłosy i siwobrody mężczyzna, rozmawiający przyciszonym głosem z ukrytą za okienkiem osobą. Drugie było wolne. W jego obramowaniu Bede zauważył pochyloną głowę. Podszedł. Natychmiast został zauważony. — Słucham pana — odezwał się urzędnik. — Chciałbym to złożyć na przechowanie — powiedział Bede kładąc woreczek na desce przed okienkiem. — Jaka wartość? — Bardzo dla mnie cenna. Urzędnik uśmiechnął się. — Na pewno cenna — odparł — lecz przyjmując przedmiot w depozyt, musimy znał jego wartość. — Słyszałem, że można przechowywać w banku niektóre drobiazgi bez takich formalności. — Dla nas to wcale nie formalność. Przecież odpowiadamy finansowo za ten depozyt. Nie ma tu sejfów. Pojmuje mnie pan? Bede nie pojął, ponieważ nie wiedział, co to: „sejf". — To, proszę pana, pancerna skrytka, jaką bank wynajmuje klientowi.. Wręcza mu kluczyk do takiej skrzynki, a co w niej przechowuje klient, to już tylko jego sprawa. Niestety, jak już powiedziałem, nie rozporządzamy własnymi sejfami.