Bede wybrał parówki, przewidując, że będą tańsze. Jego wielki plan zdawał egzamin, lecz nie należało zbyt szybko pogrążać się w długach. Księgowy również poprzestał na parówkach, stwierdziwszy, że baranina mu szkodzi. Dodatkowo zamówili dwa wielkie kufle piwa i czekali cierpliwie. — Musiał pan zwiedzić kawał świata — zauważył. Marshall. — Tyle, ile da się przejechać na końskim grzbiecie. Pociągiem na pewno więcej. — Wiem coś o tym, przecież stałem się niewolnikiem pociągów. Czyż można poznać kraj będąc uwięzionym w hałaśliwym pudełku z oknami? Zazdroszczę każdemu, kto jedzie wierzchem lub bryczką. W każdej, chwili potrafi zeskoczyć z siodła, zatrzymać bryczkę, lec w trawie lub zaszyć się w lesie. Toż to jest przyjemność! — Dobra w lecie — mruknął Bede. Podczas licznych wędrówek nigdy nie przyszło mu do głowy, by przerywać podróż dla jakiegoś tam wylegiwania się w trawie. — Ale zimą? Czy pan sobie wyobraża, jak się marznie siedząc bez ruchu na końskim grzbiecie? Gdy dmie przenikliwy wiatr albo gdy jesienny deszcz…