Proszę się nieco rozejrzeć, można spotkać tu ciekawych ludzi. Przepraszam, nie chciałem pana dotknąć. Bede odparł, że wcale nie czuje się dotknięty, po czym zagadnął: — Dlaczego nie zabawi pan tu dłużej? — Och, kochany panie, firma płaci mi za pracę, nie za odpoczynek. Roześmieli się obaj. — A pan — ciągnął dalej księgowy — załatwił swój interes w naszym banku i chyba jest zadowolony? — Bardzo dziękuję za pomoc. Tamten urzędnik nie bardzo się kwapił... — Głupstwo. To młody człowiek i jeszcze słabo orientuje się w bankowych przepisach. Co pan zamierza dalej, jeśli wolno spytać? Już chciał dodać, iż rozgląda się za jakąkolwiek pracą. W porę ugryzł się w język. Takie oświadczenie w ustach człowieka, który przed paru godzinami zdeponował w banku cenną paczkę musiałoby zdumieć księgowego. Więc zmienił odpowiedź. — Rozglądam się za jakimś interesem — W tej nudnej dziurze? — zażartował Marshall. — No... może w okolicy? Zjawił się kelner. Tym razem proponował, zamiast schabu i królika, comber barani lub parówki.